Untitled Document
Sztuka i naród
Debiut literacki i poetycki Borowskiego - wówczas studenta polonistyki tajnego Uniwersytetu Warszawskiego - z miejsca wywołał polemikę w kręgach literackich podziemnej Warszawy. Głównie wśród młodych poetów - w części kolegów uniwersyteckich, a nawet przyjaciół Borowskiego zgrupowanych wokół konspiracyjnego czasopisma "Sztuka i Naród", związanego z Konfederacją Narodu. Zrecenzował tomik Tadeusz Gajcy, polemizował z Borowskim jego antagonista ideowy Wacław Bojarski. Sam Borowski tak po latach wyjaśnia genezę ideową swego debiutu poetyckiego w opowiadaniu Portret przyjaciela: "Ja w swoich rozterkach i wahaniach co do sensu walki i życia początkowo najsilniej ze wszystkiego uwierzyłem w sens nauki i poezji, a nie w pistolet i propagandę".
Poezja debiutanckiego tomiku Gdziekolwiek ziemia..., w której dopiero "rysuje się z gry obłoków Bestii śmiejąca się twarz", "rysują się oczy Bestii, dłonie chwytają karabin", to poezja katastroficznego niepokoju i kosmicznego nieładu. Jest ona jeszcze tylko negacją wszystkich programów pozytywnych i przejawem sceptycyzmu filozoficznego:
JL
H
Na próchniejącym globie, od lat milionów oślepłym, przeżarci rtęcią księżyca, upiornie trupią poświatą, krążymy po drogach wykutych jak ślepcy ręce
podnosząc (...)
Oto wszechświata ciężar, walący się na nas lawiną, dźwigamy i ręce wznosimy w niebo zmarszczone
jak brew.
Z globu, co spróchniał w eterze, milionom odległych
gwiazd,
jak żagiew płonącą rzucamy ludzki, samotny śpiew.
Nocna elegia
U podstaw kosmicznej wizji zagłady wszechświata, "spróchniałego, oślepłego globu" leży poczucie zagrożenia. Rzeczywistość, której się jeszcze nie chce przyjąć do świadomości, które; nie można zaakceptować. Podobnie jak u Baczyńskiego, bliżej nie uświadomioną grozę rzeczywistości okupacyjnej oddają w poezji Borowskiegc apokaliptyczne wizje i patetyczna biblijna stylizacja:
I złamię cztery pieczęci i ześlę czterech Aniołów,
i ziemię spalę na popiół, wyżarzę łożyska rzek,
i lud mój wytracę do szczętu i ślady kamieniem
przywali
a pierwszy mój Anioł wyjdzie i dam mu białego
rumaka (.. Widzeni
Groźne i patetyczne słownictwo, w ukształto waniach składniowych - paralelizmy, w syste mie wersyfikacyjnym tzw. heksametr polski, sze roka dostojna fraza - wszystko to służy kon struowaniu apokaliptycznych wizji kosmicznej nieładu, klimatu nieokreślonej bliżej grozy i zagubienia. Tworzy jednolitą złowrogą tonację, o ileż jednak mniej groźną i... mniej przerażającą od "realistycznej" wizji świata w najdojrzal-szych wierszach obozowych Borowskiego. Poezję debiutancką Borowskiego cechuje wyraźnie niezamierzony tradycjonalizm warsztatu. W Gdziekolwiek ziemia jest to mechaniczne nawiązywanie do poetyki katastrofistów generacji przedwojennej, Miłosza, Sebyły, Zagórskiego. A przecież w "Obłokach rysują się [j u ż] oczy Bestii" i "dłonie chwytają karabin". Inna jest konkretna rzeczywistość leżąca u podstaw tej poezji. "Apokalipsa" się spełnia. Dla tej rzeczywistości najmłodsza poezja nie ma jeszcze imienia. "Umierających .gardła o pieśń wołają... i milczy poety pieśń w gniewnie ściśniętych ustach". Milczenie jest najwyższą formą porażenia. Wyraża w tej poezji niemożność przekazania prawdy następnym pokoleniom o "czasach pogardy", ale także i jej bezsilność, i bezużyteczność dla współczesnych.
W poetyce katastrofizmu, ale nurtu wywodzącego się z ekspresjonizmu np. Kasprowicza, utrzymana jest też niewątpliwie Pieśń. Różni się ona od innych wierszy w tomiku Gdziekolwiek ziemia kształtem wersyfikacyjnym. I w niej właśnie zaczyna się już kształtować własna formuła poetycka Borowskiego. Jest to jedyny tu wiersz
o wyraźnym podziale zwrotkowym czterowerso-wym i regularnych rymach i rytmie.
Nad nami - noc. W obliczu gwiazd ogłuchłych od bitewnych krzyków jakiż zwycięzców przyszły czas i nas odpomni - niewolników?
Rytm Pieśni, miarowy i regularny, jak echo żołnierskiego kroku Historii czy rytm werbli, jest tu znaczący. Sugeruje on mroczny klimat miażdżącego pochodu Historii po trupach, po zgliszczach.
Nad nami noc. Goreją gwiazdy, dławiący, trupi nieba fiolet. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń.
"Fiolet nieba" jest trupi nie tylko dlatego, że okupacja niesie śmierć, ale i dlatego, że umarło samo "niebo", czyli kodeks moralny, normy, które wytworzyła w praktyce społecznej dotychczasowa kultura. Złowroga tonacja "trupiego fioletu nieba" i "ogłuchłych gwiazd" oddaje narastającą groźbę, przerażenie (być może) klęską wrześniową i zapadającą nocą okupacji.
"Żarliwym krzykiem" generacji skazanej na zagładę i ofiarę są strofy:
NIEPROŻNO stopa depcze kamień, niepróżno tarcz dźwigamy broń, wznosimy czoło, mocne ramię, i ukrwawiamy w boju dłoń.
NIEPRÓŻNO z piersi ciecze krew, pobladłe usta, skrzepłe twarze (...)
To przecież próba znalezienia sensu w walce, walce ofiarnej i beznadziejnej. W Pieśni oczywisty jest dialog dwóch postaw: aktywnej, walczącej, pełnej rozpaczliwego pragnienia wiary w walkę i ofiarę, pełnej poszukiwania nadziei. I tej drugiej, sceptycznej, pełnej wahania i goryczy:
wołanie znów, pariasów śpiew i kupiec towar będzie ważył.
|
 |